poniedziałek, 7 września 2015

Ciąg dalszy

Jak już dobrze wiecie 19 grudnia na zawsze zostanie w mojej pamięci i nawet jako 80 letnia babcia z alzheimerem (miejmy nadzieję, że bez niego) będę pamiętać ten dzień.

Po całej akcji na auli z opłatkami, życzeniami itd. Rozeszliśmy się jeszcze na chwilę do klas, w radiowęźle leciała świąteczna muzyka i w ogóle był super klimat. W sumie to jak mogło być inaczej skoro każdy wiedział, że to ostatni dzień szkoły przed świętami i w końcu tak długo wyczekiwane wolne. Kiedy wyszłam z klasy ze wszystkimi rzeczami, torebkami i innymi pierdołami jakie to dziewczyny zazwyczaj ze sobą mają, usiadłam na fotelach na korytarzu i czekałam na A.
W radiu zaczęła lecieć jedna z tych super cudownych świątecznych piosenek "All I want for Christmas", nie wiem dlaczego, ale ja uwielbiam święta i te piosenki i całą aurę, magiczną aurę w okół nich. Ale do rzeczy. Gdy siedziałam na tych fotelach i pod nosem nuciłam sobie słowa pioseneczki, zaczął się refren wtedy podniosłam głowę na schody, spojrzałam i kogo zobaczyłam? Oczywiście Pana P. który wchodził po schodach w rytm słów: "All I want for Christmas is you..."
Jeśli ktoś z Was powie mi, że ie wierzy w przeznaczenie to go wyśmieję bo w czasie tych kilku miesięcy od grudnia 2014, było tak dużo zbiegów okoliczności, że nie da się tego inaczej wyjaśnić jak przeznaczeniem. Chociaż mówią, że zbiegi okoliczności to bardzo dobre wytłumaczenie dla przeznaczenia... Tak, to chyba jest prawda.
Więc chcąc nie chcąc jeszcze bardziej podjarałam się na Pana P.
Wtedy przyszła A i usiadła koło mnie, Ł - przyjaciel Pana P. spodobał się A, która ni z gruchy ni z pietruchy wypaliła, czy by nie poszedł z nią na studniówkę... Jaka szkoda, że mnie przy tym nie było! Ale wtedy byłam z Panem P. więc mogę sobie to wybaczyć. OOO tak byłam z nim w klasie, gdzie rozegrał się dramat. Poszłam po ciasto, bo jestem żarłokiem, byliśmy sami w klasie i wtedy gdy kroiłam ciasto on przybliżył się do mnie, oparł się o biurko i już miała nadejść ta dług wyczekiwana chwila (chyba nie muszę mówić jaka, jesteśmy myślącymi istotami), więc kiedy przed oczami miałam już jego i kiedy wszystkie moje marzenia miały się spełnić, on nagle wybiegł z klasy...
Hahah tak, to tragiczne wiem, ale najlepszy jest powód z jakiego to zrobił! Mianowicie oczywiście cała zszokowana podeszłam do drzwi zaraz za nim, i wtedy usłyszałam: "Aaaaaa! olej śledziowy! Kur*a gościu, wsadziłem rękę w śledzie!" Wtedy padłam i wybuchłam śmiechem, z resztą każdy kto to widział tak zrobił ( były tam z 4 osoby)
Przynajmniej od tej chwili wiem, że nie lubi śledzi... Ale jejku, gdyby tam nie było tych cholernych śledzi to kto wie jaki by był ciąg dalszy... Ale gdybać można zawsze :)
Tak właśnie w zasadzie rzecz ujmując skończył się 19 grudnia. Pomijam to, że w drodze do domu i potem w domu aż do tej pory, do kiedy nie wróciłam do szkoły nie myślałam o nikim innym jak tylko o Panu P.

Potem nadeszła pora na sylwestra, ale o tym niedługo... ;))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz